Instapump Fury - Poznaj Historię Najlepszego Modelu Butów Marki Reebok

Jak mamy być szczerzy, a wobec Was zawsze jesteśmy, to według nas kultowe Reebok Instapump Fury to najlepszy model butów brytyjskiej marki, jaki kiedykolwiek powstał. Ich ponadczasowy, futurystyczny wygląd wyprzedził swoją epokę o co najmniej 15 lat i na nowo zdefiniował podejście do projektowania obuwia, a za wszystko odpowiedzialny jest Steven Smith i jego zespół. Wszystkich chętnych poznać barwną historię tego klasyka odsyłamy poniżej. Uprzedzamy, nie obyło się bez wielu problemów. Pamiętajcie też, że model ten w tym roku obchodzi 25. rocznicę powstania, a z tej okazji na sklepowych półkach zobaczymy retro dwóch oryginalnych kolorystyk. Reebok oczywiście nie zapomniał o tej kultowej, neonowej 'Citron'.

Zacznijmy oczywiście od samego początku. Najlepiej chyba będzie nieco powiedzieć o tym, czym w ogóle jest system PUMP i kiedy zagościł on w produktach brytyjskiej marki. Aby uzyskać odpowiedź na to pytanie, musimy cofnąć się do 1988 roku. Wtedy to Nike w swoim asortymencie miało już buty wyposażone w buty z widocznym systemem amortyzacji Air Max, który był najbardziej zaawansowaną dostępną technologią na rynku. Świat oszalał na punkcie butów 'z poduszkami', a pozostałe brandy głowiły się co z tym fantem zrobić. Paul Fireman, niegdyś dystrybutor artykułów sportowych, potem właściciel Reebok International Limited, też zadawał sobie to pytanie. Z pomocą przyszedł mu inżynier Paul Litchfield. Wspólnymi siłami ustalono, że Reebok potrzebuje czegoś nowego, a wszystko zostaje w rękach projektanta. Jedyną rzeczą, którą Fireman użył jako 'inspiracji' były nadmuchiwane buty narciarskie marki Ellesse, którą chwilę wcześniej zakupił. Jak się pewnie domyślacie, były to plastikowe, szare korpusy zapinane na mosiężne klamry, w niczym nieprzypominające obuwia sportowego. Z tym pomysłem Lichtfield udał się do zajmującej się wzornictwem przemysłowym firmy Design Continuum z siedzibą w Massachusetss by nawiązać współpracę. Jedna z osób tam pracujących już wcześniej miała doświadczenie przy tworzeniu nadmuchiwanych szyn medycznych, a inna worków do drenów. Finalnie ekipa DC pokazała Reebokowi bardziej zaawansowany, napędzany pompką aparat do pomiaru ciśnienia we krwi i nagle wszystkich olśniło! Łącząc to, powstał pomysł na bazie napełnianych powietrzem komór ukrytych w cholewce. Początkowo powstały dwa prototypy. Jeden zasilany był pompką osadzoną na szczycie języka, a w drugim komory napełniały się same podczas chodzenia. To właśnie ten drugi bardziej spodobał się Lichtfield'owi. Jednak po serii testów w szkołach i zauważeniu, że dzieciakom większą frajdę sprawia ręczne pompowanie butów, zostano przy pierwszym wariancie. Wspólnie z projektantem Paulem Brownem podkręcono prototyp i w lutym 1989 roku zaprezentowano go na targach. Odzew był ogromny, ale jak się pewnie domyślacie, inne marki w tym czasie również pracowały nad nowymi technologiami. Kilka stolików dalej Nike pokazało inny opierający się na pompowanej komorze, niemniej kultowy model Air Pressure. Miał on jedną jedyną wadę. Aby móc napełnić ukryte w cholewce komory trzeba było skorzystać z dodatkowej pompki, a przecież kto chce nosić ze sobą tak naprawdę zbędny sprzęt? Tutaj Reebok zdecydowanie przodował. Nie było czasu do stracenia, trzeba było ruszyć z produkcją. Pojawiły się kolejne schody, a deadline premiery ustalony został na listopad. Buty szyte miały być w Korei, a cały system produkowany w Massachusetss. Oznaczało to, że gotowe komory należało wysłać do fabryki, gdzie wszyte zostały w buty. Potem miały one polecieć z powrotem do USA, by przejść wstępne testy. Kiedy w końcu pierwsze 7000 sztuk gotowego produktu wylądowało w Bostonie, doszło do tragedii. Okazało się, że żadna para się nie pompuje. Koreańska fabryka, używając ostrych igieł, uszkodziła wszystkie systemy. Nie zważając na przeciwności losu, zamówiono kolejne pary. 24 listopada 1989 roku Reebok The Pump trafiły do oficjalnej sprzedaży. Rynek był w szoku, bowiem buty wyceniono na astronomiczną wtedy kwotę 170$! Nawet Nike w tamtych czasach bało się przekroczyć barierę 100$. Okazało się, że buty szybko okazały się symbolem statusu nie tylko na koszykarskich boiskach, a i szkolnych korytarzach. Pod koniec 1990 roku Nike ze swoim modelem Air Pressure zarobiło 10 milionów $, a Reebok w tym czasie przekraczał granicę 500! Od tego się wszytko zaczęło.


Przejdźmy teraz do gwoździa programu, czyli Reebok Instapump Fury. Opowieść o tym modelu rozpoczyna się w 1992 roku, kiedy brytyjska marka w dziedzinie koszykówki osiągnęła już naprawdę dużo, bierze się za kolejny segment sportu, czyli bieganie. Na początku lat 80. ze względu na niekończące się pomysły Paula Firemana otwarto nowy dział Advanced Technologies Group, w którym pracowały takie tęgie głowy jak znany Wam już Paul Litchfield, Ed Lussier, Peter Foley oraz Brian Igoe w skrócie ATG pracujący nad nowymi technologiami takimi jak materiały czy pianki. Na swoim koncie mieli już system Energy Return System (ERS) czy oczywiście PUMP. Wraz z rozwojem i przekształceniem się marki w Reebok Advanced Concepts (RAC) w 1991 roku pojawiły się nowe miejsca pracy, a nowym członkiem teamu stał się projektant obuwia z prawie 30-letnim stażem Steven Smith, który na swoim koncie miał już wtedy kilka modeli butów spod szyldu New Balance. To właśnie on jest autorem takich klasyków jak 576, 996, 997 czy 1500. Przez rok swoich sił próbował też w adidas, gdzie pomagał we wprowadzaniu systemu Torsion. Prócz Instapump Fury brał on też czyny udział w projektowaniu technologii DMX oraz samego logo Vector

Wszystko tak naprawdę zaczęło się od zupełnie innego modelu butów, a w zasadzie jego podeszwy i to przypadkiem. Podczas szkicowania zupełnie nowych Graphitlite Road, Smith wyposażył je w podzieloną na dwie części podeszwę środkową, którą spajał wykonany z włókna węglowego, widoczny od spodu most.

Kiedy pokazał on swój projekt Steve Liggettowi głowie ich zespół, powiedział on: „Nie rób tego. To musi być jak striptiz, a przecież dziewczyna nie zdejmuje wszystkich ubrań od razu. Wracaj, połącz podeszwę z jednej strony, a następny projekt będzie taki, że rozwalimy wszystkim głowy! Pozwól mu się naturalnie rozwijać i budować”. Steven nie chciał czekać, ale po chwili rozmowy zgodził się zająć sprawą na spokojnie. W trakcie rozmowy pojawił się pomysł połączenie innowacyjnej, podzielonej na dwie części podeszwy z systemem Pump. Efektem był mikroskopijny projekt, który Smith stworzył dosłownie 'na kolanie'. Później przyszła pora na dopracowanie wszystkich elementów. Powstawało coraz więcej dokładnych szkiców, których oryginały możecie zobaczyć poniżej.

Rozmowa na temat Instapump Fury odbywała się w trakcie organizacyjnego spotkania dotyczącego zbliżających się Igrzysk Olimpijskich 92. W trakcie debaty do sali dosłownie wparował Paul Fisherman i powiedział: „Przestańcie! Zbliżają się Igrzyska Olimpijskie, a my potrzebujemy czegoś wyjątkowego! Mam taką wizję: facet podchodzi na start, ustawia bloki, schyla się, pff! pff! -jego buty w ekspresowym czasie napełniają się powietrzem… bum! Wygrywa złoty medal. Co o tym myślicie? ”. W odpowiedzi usłyszał "Tak, zróbmy to!'. Tak zrodził się pomysł jeszcze szybszego napełniania odpowiedzialnego za maksymalne dopasowanie cholewki do anatomii naszej stopu systemu PUMP. Na chłopski rozum, czym najszybciej i najłatwiej coś napompować? Oczywiście pompką. Czasem najprostsze pomysły są najlepsze. Jako że Smith i Litcherman byli fanami kolarstwa górskiego szybko udali się oni do producenta specjalnych głowic do pompowania opon w tego typu rowerach, by odbyć spotkanie. Wspólnymi siłami stworzyli specjalne, zasilane nabojami CO2 urządzenie mające na celu w ekspresowym tempie, bez użycia osadzonej na szczycie języka pompki napełnić otulające nasze stopy komory powietrzne. Przy użyciu specjalnego zawora na języku mogliśmy oczywiście się jego w każdym momencie i dowolnej ilości pozbyć. 

Przed nami kolejna ciekawa historia. Zastanawiacie się pewnie, jak to się stało, że Instapump Fury są w takie, a nie innej kolorystyce. Paul Smith od zawsze lubił żywe, rzucające się w oczy barwy. Inspirował się on kojarzonymi z dzieciństwa New Balance Super Comp, które jak twierdził wyglądały jakby "Paliły Ci się stopy". W przypadku Fury chciał iść podobną drogą, a nawet do tego nawet stopnia, że charakterystyczny czubek Super Comp na swój sposób przeniósł na front Instapump'ów. Przychodzi pora na pokazanie gotowego pomysłu w dziale marketingu. Tutaj ponownie zaczęły się schody. Osobom odpowiedzialnym za ten segment w firmie buty w jaskrawej kolorystyce w ogóle nie przypadły do gustu. Uważali oni, że już i tak bardzo futurystyczny wygląd butów oraz zastosowane w nim technologie Pump oraz Hexalite, są wystarczająco dobre i nie trzeba ich dodatkowo podkręcać. Zapytali oni wprost: "Czy nie możecie po prostu użyć szarości, czerni i niebieskiego"? Paul zdenerwowany tą sytuacją zaprojektował drugi wariant barwny i zaprezentował go w dziale. Tym razem spotkał się z ogromnym entuzjazmem, co zadziałało na niego jak przysłowiowa płachta na byka. Wziął do domu jeden z prototypów, w całości pomalował go szarym podkładem i następnego dnia rzucił na biurko marketingowca w ramach protestu. Początkowo stosunek 'neonów' do 'niebieskich' w ilości wyprodukowanych sztuk miał wynosić 60/40 dla tych drugich. Całe szczęście finalnie było zupełnie odwrotnie, 65/35 dla neonowych klasyków.  Buty po dwóch latach od pierwszych szkiców były w 100% gotowe.

Kiedy sprawy techniczne mamy już za sobą przejdźmy do rzeczy tak prozaicznych, jak użyte do produkcji materiały czy zastosowane technologie. W przypadku Reebok Instapump Fury ciężko jest stwierdzić, co tak naprawdę jako pierwsze rzuca się nam w oczy. Kiedy po raz pierwszy widzimy je na własne oczy, nasz wzrok jest dosłownie rozlatany pomiędzy cholewką a podeszwą. Pomiędzy kolorowym upperem, a śnieżnobiałym, podzielonym midsolem czy pompką na szczycie języka, a karbonową płytą w podeszwie. Tego jest tak dużo, te buty są tak zaskakujące, że ciężko to w pierwszym momencie ogarnąć. Materiałowo, postawiono tutaj na miękką siateczkę typu mesh, z której uszyta jest baza. Na całość nałożone są elastyczne pasy mające za zadanie wstępne utrzymanie naszej stopu w optymalnej pozycji. Ostatnim elementem jest syntetyczny, zasilany systemem PUMP egzoszkielet odpowiedzialny za indywidualny poziom dopasowania cholewki spojony na końcu plastikowym elementem z tłoczonym logo marki. Przechodząc piętro niżej, tam dzieje się równie dużo. Odwracając Instapump Fury jako pierwszy naszym oczom ukazuje się czarno-biały, kraciasty most w postaci karbonowej płytki Graphilite. Jest to łącznik pomiędzy rozdzieloną na dwie części podeszwą. Przód to standardowa pianka PU, natomiast w tyle upchnięto system amortyzacji Hexalite. Opiera się on na wypełnionych powietrzem, połączonych ze sobą komorach w kształcie plastra miodu wzmocnionych uretanem i ma za zadanie równomiernie rozprowadzać siły tworzone podczas użytkowania. Sporo jak na jeden model butów, prawda? 

Od momentu debiutu w 1994 roku na sklepowych półkach wylądowała niezliczona ilość kolorystyk. Jednymi z ważniejszych, a zarazem przełomowych niewątpliwie jest sygnowana nazwiskiem hongkońskiego aktora, reżysera i kaskadera Jeckie Chan'a, która w sprzedaży pojawiła się w 1997 roku. Charakteryzowała się biało-szarą cholewką z neonową komorą (więcej info tutaj). W tym samym też roku do sprzedaży trafił inny bardzo ważny wariant kolorystyczny 'Hong Kong Handover'. Czarno-czerwono-pomarańczowa cholewka to upamiętnienie oddanie suwerenności Hong Kongu z rąk Wielkiej Brytanii z powrotem do Chin (klik). 

Warto również wspomnieć o chyba najbardziej limitowanych, prawdopodobnie wyprodukowanych w ilości jedynie kilku sztuk Reebok Instapump Fury x Chanel zaprezentowanych w październiku 2000 roku. Buty powstały na potrzeby pokazu mody najnowszej wiosenno-letniej kolekcji paryskiego domu mody Spring/Summer 2001. Była to jedna z pierwszych kolaboracji sportowego brandu z naprawdę liczącą się w świecie luksusową marką. Buty po pokazie rozdane zostały rodzinie i przyjaciołom. W 2005 roku wyprodukowano kolejną, tym razem czarną kolorystykę, której powstać miało jedynie 5 par. Każda z nich wykonana jest z owczej skóry. W grudniu 2016 bostoński butik Concepts kolejnym kolaboracyjnym projektem oddał hołd tej jednej z najbardziej pożądanych przez kolekcjonerów współpracy. Pare słów o nich znajdziecie tutaj.

Ostatnią rzeczą, na którą chcemy zwrócić Waszą uwagę, jest jubileuszowy, wdrożony z okazji okrągłej, 20. rocznicy powstania projekt obejmujący aż 33 kolaboracyjne projekty, w których udział wzięły najbardziej cenione butiki czy designerzy. Cała akcja rozciągnięta została w czasie, a każda z kolorystyk wyprodukowana w mocno limitowanych ilościach trafiła do starannie wyselekcjonowanych sklepów z kontem Reebok Certified Network. Poniżej kilka z nich. 

Wszystkie te informacje przekazaliśmy Wam z jednego prostego względu. Już 5.04.2019 roku odbędzie się premiera retro dwóch oryginalnych kolorystyk tego klasyka. Buty w naszym kraju tylko i wyłącznie dostępne będą tutaj! Jest to nie lada gratka na uzupełnienie swojej kolekcji o najlepszy model butów spod szyldu brytyjskiej marki z Vector'em w logo. Dzięki za dotrwanie do końca i widzimy się przy okazji następnej historii.

5!