Proponowany post

'Tuned 1', Czyli Historia Powstania Nike Air Max Plus

07 listopad 2018
'Tuned 1', Czyli Historia Powstania Nike Air Max Plus

Część z Was zapewne wie, że w tym roku przypada okrągła, 20 rocznica powstania kultowego modelu Air Max Plus. To właśnie w 1998 roku, na równi chociażby z Air Max 98 debiutował ten uwielbiany przez  mieszkających we Francji dresiarzy, model butów wyposażony w inną niż do tej pory poduszkę gazową umieszczoną pod piętą. Dziś przybliżymy Wam kto, jak i w jakich okolicznościach pracował nad tą ponadczasową sylwetką, a uwierzcie jest o czym wspominać.

Wszytko, zaczęło się w wymarzonych, wyjątkowych warunkach. Podczas wakacyjnego wyjazdu na Florydę niejaki Sean McDowell wieczorem wylegiwał się na przybrzeżnym leżaku i pod palmami obserwował piękny zachód słońca. Mamy nadzieję, że w tym miejscu uruchomiliśmy Waszą wyobraźnię. Siedząc tak pod falującymi liśćmi egzotycznych drzew, patrząc w przemieniające się z błękitu w intensywny granat niebo, ze szkicownikiem w ręku tworzył luźny projekt. Nie pracując jeszcze wtedy w Nike, nieświadomie nakreślał przyszłe Air Max Plus. 




Kiedy w 1997 roku rozpoczął pracę w Nike, niemal od razu podjął wyzwanie stworzenia nowego, mającego być ekskluzywną, dostępną wyłącznie w sieci sklepów Foot Locker, sylwetką modelu butów. Głównym aspektem projektu miało być zastosowanie w nim innowacyjnego systemu amortyzacji, który wtedy nazywano 'Sky Air'. To właśnie słowo 'Sky' było dla Seana kluczowe. Przed oczami ukazał mu się rozpoczęty podczas wakacji szkic, który postanowił dopracować. Cholewka o tonalnie przechodzących kolorach, niebieskich czy fioletowych to nawiązanie do nieba podczas zmierzchu, a osadzone na niej czarne elementy to odniesienie do falujących liści palm. To jednak nie koniec wakacyjnych inspiracji. Autor popularnych Tn'ów zdradził, że kolejną rzeczą, którą się inspirował był ogon wieloryba chowający się w toni morskich fal. Ważnym elementem, który już od dawien dawna stosowany był w Nike, jest bezpieczeństwo użytkowników podczas biegania, a przecież Plusy tworzone były z myślą o uprawianiu tego sportu. Nie mogło więc zabraknąć odblaskowych elementów, które zwiększały widoczność biegaczy nocą. Jak do tej pory w butach amerykańskiej marki materiał ten pojawiał się jedynie na tyle cholewki. Sean pomyślał, 'a co kiedy biegniemy po lewej stronie ulicy, a z naprzeciwka nadjeżdża pojazd?' Biegacz jest wtedy zupełnie niewidoczny. Takim oto sposobem, na wierzchu kolorowej cholewki umieścił szereg odbijających światło słupków zwiększających widoczność osadzonych między czarnymi detalami. Linie, w których zostały one umieszczone, również nieprzypadkowo mają taki kształt. Projektant nie chciał, aby na wierzchu uppera czarne paski łączyły się ze sobą w prostej linii i postanowił je specjalnie zakręcić, a przy sznurówkach rozdwoić. Z małym Swoosh'em na boku wiąże się kolejna, ciekawa historia. McDowell na początku swojej kariery w Nike nie otrzymał wytycznych, w jaki sposób szkicować ma charakterystyczne logo. Na pierwszych rzutach Swoosh narysowany został pod złym kątem, a jego pogrubienie wrzucone zostało w środek zamiast na zewnątrz, tak jak ma to miejsce w standardach marki. Podeszwa to również w pełni świadoma wizja Seana. Specjalnie dodał on do niej kolory, aby przyszły klient swój wzrok kierował na innowacyjny system amortyzacji w nim osadzony. Niektóre szkice były bardziej geometryczne inne bardziej 'płynące', a pozostałe zupełnie szalone. Powstało ich około 15, które powędrowały do zarządu zleceniodawcy, czyli Foot Lockera. Nike czeka na odpowiedź. 









Foot Locker zatwierdził projekt, a światło dzienne ujrzały pierwsze sample. Gdy przyleciały one z fabryki i trafiły w ręce Seana, nie był on zadowolony z tego, co zobaczył. Jak sam mówi, przeszycia, które potem zastąpione zostały tworzywem sztucznym, wyglądały wręcz tragicznie. Od razu zmieniono koncepcję i postawiono na technologicznie zaawansowaną siateczką Thermoplastic Vinyl Resin - TPVR. W tamtych czasach zespół nie wierzył, że w ogóle uda się znaleźć odpowiednio wytrzymały materiał, który dodatkowo uda się zabarwić w tak osobliwy sposób. McDowell przypomniał sobie, że Nike udało się w latach 80. wypuścić już model Omega Flame, a i barwili oni w podobny sposób odzież. W ciemno postawił na proces sublimacji. Podczas produkcji, siateczkę najpierw zabawiono na jasny niebieski, potem przechodząc do granatu, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Podczas pierwszej próby wyszło idealnie. 


Nie tylko farbowanie cholewki przysporzyło inżynierom Nike problemów. Kolejnym była czarna klatka naszkicowana przez McDowell'a. Podczas łączenia poszczególnych elementów materiał dosłownie się topił na taśmie produkcyjnej, a spawy nie spajały się ze sobą. Problem należało jak najszybciej rozwiązać. W tym celu Sean odbył podróż do azjatyckiej fabryki, gdzie borykano się z problemem. Po kolejnej zmianie koncepcji i oddzielnym łączeniu poszczególnych fabrykatów udało się wszytko zespolić w całość. Kolejne zwycięstwo!

Teraz może przejdźmy piętro niżej i zajrzyjmy co dzieje się we wnętrzu już na pierwszy rzut oka interesującej podeszwy. Od momentu powstania widocznej, gazowej poduszki Air w 1987 roku, Nike tylko zwiększało jej objętość, wierząc, że poprawi to poziom komfortu. W przypadku systemu Tuned Air inżynierowie marki poszli w zupełnie inną stronę. Formowana pod wpływem tłoczonego powietrza poduszka z wytrzymałego poliuretanu wyposażona została w charakterystyczne, gumowe półkule. Mają one na celu obniżyć ciśnienie w poduszce, przez co zwiększyć poziom amortyzacji zwiększając stopień stabilizacji, którego zaczynało brakować w przypadku klasycznego systemu Air Max. Produkt był gotowy.












Mimo tego, że w końcu udało się spiąć wszystkie produkcyjne oraz konstrukcyjne aspekty pojawiło się kolejne pytanie - czy buty będą się sprzedawać? Podczas jednego ze spotkań, w którym prócz McDowella uczestniczył przyszły prezes Nike, Mark Parker oraz jeden z pracowników sieci sklepów Foot Locker ten ostatni zasugerował niecodzienny eksperyment. Postanowiono gotowy produkt postawić na półce i po prostu czekać na to, co się stanie. Już po kilku minutach wokół nowych Air Max Plus zebrało się dziesięciu dzieciaków, zalewających obsługę sklepu pytaniami typu: 'Co to jest?', 'Ile to kosztuje?', 'Gdzie mogę to kupić?' czy stwierdzeniami 'Nigdy ich nie widziałem', a nawet 'Muszę je mieć!'. To chyba najlepszy dowód na to, że tytułowe buty wzorowo przeszły test konsumenta. Na początku do sprzedaży trafiły takie kolorystyki, jak najbardziej kojarzone po dziś dzień 'Hyper Blue' czy 'Tiger Orange'.








W ciągu tych 20 lat, kiedy Air Max Plus jest na rynku doczekał się on, aż 9 kolejnych wersji, które oznaczane rzymskimi liczbami od II do X bez IX trafiały do sprzedaży. Eksperymentowano zarówno w kwestii wyglądu cholewki jak i podeszwy. Żadna jednak nie cieszyła się tak ogromną popularnością, jak nieprzerwanie od 1998 roku produkowany pierwowzór. Poniżej dodatkowo pokażemy Wam najciekawsze wcielenia tego klasyka. Z okazji okrągłej rocznicy powstania amerykańska marka Nike pokusiła się o wypuszczenie retro trzech wersji kolorystycznych. Niebieską już teraz możecie dostać tutaj. Na pozostałe poczekać trzeba jeszcze chwilę.


Nike Air Max Plys 'Hyperblue' - 7.11.2018


Nike Air Max Plus 'Sunset' - 24.11.2018

Nike Air Max Plus 'Purple' - 15.12.2018

Kolejne Wersje Air Max Plus:


Air Max Plus II



Air Max Plus III



Air Max Plus IV



Air Max Plus V



Air Max Plus VI



Air Max Plus VII



Air Max Plus VIII



Air Max Plus X


Nike